Barbara Bubula (PIS), Posanka na Sejm RP, z okrgu 13, Wybory 2005, Prawo i Sprawiedliwo

 

 

 

  ARTYKUŁY - TERAZ SAMORZĄD

Barbara Bubula (PIS), Posanka na Sejm RP, z okrgu 13, Wybory 2005, Prawo i Sprawiedliwo

 

przekad Barbara Bubula

 

Linki do stron Sejmu RP:

- WYPOWIEDZI

- INTERPELACJE

- ZAPYTANIA

- PYTANIA

- OWIADCZENIA

- GOSOWANIA

- KOMISJE SEJMOWE

- MEDIA

- LINKI

 

 

Barbara Bubula

Teraz samorząd

Nie przebrzmiały jeszcze echa wyborów parlamentarnych, a już pora nam się szykować do wyborów samorządowych. Po kilkumiesięcznych targach w Sejmie ustalono wreszcie, że wybory te odbędą się jesienią. W ten sposób nie dojdzie do planowanego przez SLD skrócenia kadencji obecnych rad gminnych, miejskich i powiatowych oraz sejmików wojewódzkich.

System wyborczy

Niestety, jak już nas w III Rzeczypospolitej przyzwyczajono, znowu wprowadzone zostały zmiany w ordynacji wyborczej. Składy rad obniżą się o blisko połowę w stosunku do obecnych ciał przedstawicielskich. Kolejny, czwarty raz w ciągu 12 lat, zmieniony został system przeliczania głosów na mandaty. Tym razem górę wziął tajemniczy dla większości Polaków d`Hondt.

Historia zmian w ordynacji samorządowej

1990 - ordynacja większościowa w jednomandatowych okręgach wyborczych w wyborach do rad gmin do 40 tys. mieszkańców, ordynacja proporcjonalna w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców, system przeliczania głosów: Saint Lague, premiujący średnie ugrupowania.

1998 -  ordynacja większościowa w wielomandatowych okręgach wyborczych w wyborach do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, ordynacja proporcjonalna w wyborach do rad gmin powyżej 20 tys. mieszkańców, rad powiatów i sejmików wojewódzkich; wprowadzenie progu 5% oraz ułatwień dla partii politycznych. System przeliczania głosów: d`Hondta premiujący duże ugrupowania.

2001 (kwiecień) - zmniejszenie liczby radnych o ok. 20%, zmiana systemu przeliczania głosów w gminach pow. 20 tys. mieszkańców, powiatach i sejmikach wojewódzkich z powrotem na Saint Lague, premiującego średnie ugrupowania. Pozostawienie progów i ułatwień dla partii politycznych.

2002 (luty) - kolejne zmniejszenie liczby radnych o 20-25%, kolejna zmiana systemu przeliczania głosów z Saint Lague na d`Hondta, pozostawienie progów i ułatwień dla partii politycznych.

Zgodnie z obowiązującym prawem wyborczym, w gminach do 20 tys. mieszkańców radnych wybiera się według ordynacji większościowej z wielomandatowymi okręgami wyborczymi. W gminach powyżej 20 tys., radach powiatów i sejmikach wojewódzkich obowiązuje ordynacja proporcjonalna z progiem 5% i przelicznikiem d`Hondta korzystnym dla największych ugrupowań (poprzednio był Saint Lague`a premiujący średnie ugrupowania). Władze wykonawcze w gminach, powiatach i sejmikach, czyli zarządy z wójtem, burmistrzem, prezydentem, starostą lub marszałkiem na czele, są wybierane przez radnych, czyli w wyborach pośrednich. I tutaj szykowana jest zmiana, do dziś nie przesądzona (piszę to 2 marca). Jak zapowiedział premier Miller, w gminach do 20 tys. mieszkańców wójtów i burmistrzów wybierać będą mieszkańcy w wyborach bezpośrednich. Mówi się jednak, że system ten może być rozciągnięty i na większe miasta. Sojusznika dla tej zmiany SLD znalazł w Platformie, która z kwestii bezpośrednich wyborów prezydentów miast uczyniła sztandarowe hasło swojej kampanii wyborczej. Kością niezgody jest jednak jeszcze to, czy bezpośrednie, powszechne wybory prezydentów będą się odbywać w jednej turze (wtedy w większości dużych miast największe szanse mieliby kandydaci SLD), czy w dwóch turach (wtedy wzrastają szanse kandydatów Platformy lub innych ugrupowań prawicowych, którzy w pierwszej turze byliby drudzy).

System wyborczy ma istotny wpływ na wyniki wyborów. I to nie tylko w związku ze stosowaniem ordynacji większościowej lub proporcjonalnej, z progami lub bez, z d`Hondtem czy Saint Lague. Wiadomo, jak ważna jest wielkość okręgów wyborczych oraz ich granice. Małe okręgi, małe liczebnie rady, próg wyborczy i system d`Hondta wprowadzają barierę nie do pokonania dla ugrupowań, które nie dysponują co najmniej dwudziestoprocentowym poparciem w danym mieście. Można to sprawdzić na przykładzie Krakowa.

Załóżmy, że Rada Miasta liczyć będzie 45 radnych. Załóżmy, że poparcie dla partii w granicach miasta jest takie, jak w wyborach sejmowych:

SLD 32% � 18-27 mandatów (w zależności od wielkości okręgów wyborczych)

PO 20% � 8-11 mandatów

PiS 20% � 8-11 mandatów

LPR 10% � 0-4 mandaty

UW 7% � 0-4 mandaty

AWSP 4% � 0 mandatów

Samoobrona 4% � 0 mandatów

PSL 2% � 0 mandatów

Tak jest w przeliczniku d`Hondta.

Poprzedni przelicznik Saint Lague sprawiał, że poszczególne ugrupowania mogły zdobyć:

SLD � 18 mandatów (bez względu na wielkość okręgu)

PO � 8-11

PiS � 8-11

LPR � 8 (bez względu na wielkość okręgu)

UW � 0-6

AWSP � 0

Samoobrona � 0

PSL � 0

Widać wyraźnie, że dopiero dwudziestoprocentowe poparcie daje możliwość wprowadzenia swoich przedstawicieli do Rady. A w systemie d`Hondta przyrost głosów pochodzący z wielkości okręgu może wynosić nawet 30%. Należy się więc liczyć z prawdziwymi manewrami w sprawie wielkości okręgów, praktycznie w całej Polsce.

A dalsze zmniejszenie liczebności rad? Oczywiście zmniejszy jeszcze bardziej ucho igielne, przez które lokalni działacze partii, zwłaszcza poza-eseldowskich, będą się mogli przedostać do władz samorządowych. Mandat radnego, w wielu ugrupowaniach dość słabo poważany, stanie się niezwykle cenną zdobyczą.

Przepisy antykorupcyjne

Ustawa o partiach politycznych, a zwłaszcza przepis o finansowaniu partii z budżetu państwa, prawdopodobnie w istotny sposób wpłynie na przebieg kampanii wyborczej do samorządu. Zwiększą się, i tak już duże, preferencje dla list partyjnych, kosztem lokalnych ugrupowań. Trzeba jednak pamiętać, że przy okazji zmian w przepisach wyborczych do sejmu i senatu, kiedy wprowadzono istotne ograniczenia w finansowaniu kampanii wyborczej do parlamentu, nie zmieniono w podobny sposób finansowania kampanii do samorządu. To istotna luka.

A przecież to w samorządzie dochodzi do rozporządzania finansami i mieniem o wartości setek milionów złotych, zawiera się kontrakty na sumy o podobnej wielkości, podejmuje decyzje o przeznaczeniu terenów pod inwestycje komercyjne. To w samorządzie może dochodzić do umożliwienia prania brudnych pieniędzy w obrocie nieruchomościami oraz łamania przepisów prawa budowlanego.

Należy zwrócić uwagę zwłaszcza na lansowane ostatnio z braku środków budżetowych tzw. inwestycje publiczno-prywatne. Polega to na tym, że jakiś inwestor komercyjny zawiera z miastem umowę na wspólne sfinansowanie przedsięwzięcia. Na przykład � budowany jest hipermarket, a miasto częściowo finansuje dojazdy do niego, uzyskując w zamian wyłożenie przez inwestora pewnej sumy na założenie świateł na skrzyżowaniu. Powstaje centrum kongresowe z częścią komercyjną. Miasto daje działkę w centrum � firma buduje i zarabia. Ktoś buduje tunel dla miasta i uzyskuje prawo do opłat za przejazd. Przykłady można mnożyć. Pokusa zdobycia łatwych pieniędzy za protekcję dla określonego inwestora może być bardzo silna.

Posiadanie �swojego� radnego lub grupy radnych dla wielu firm i osób to nie lada gratka. Dostęp do informacji o planowanych inwestycjach lub wpływ na przekwalifikowanie terenów z nieużytecznej �przemysłówki� na tereny handlowo-usługowe stał się w ostatnim dziesięcioleciu źródłem prawdziwych fortun.

Trzeba nie tylko pamiętać o szkodliwości nowych �sponsorów� i o tym, by władze miast nie podporządkowały swoich decyzji �projektom� obiecanym w zamian za pieniądze na kampanię. Nie zapominajmy także o tak istotnym zjawisku, jak wchodzenie do rad dla ochrony i zacieranie śladów po przestępczych działaniach w poprzednich kadencjach.

Spektakularne aresztowania prezydentów, wiceprezydentów i radnych oraz urzędników kilku dużych miast, jakie miały miejsce w ciągu ostatniego roku, miesięcy i dni (Łódź, Kraków) to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Zaprogramowana bezradność rad

Uważny obserwator działań wobec władz lokalnych dostrzeże, iż w ciągu dwunastoletniej historii najnowszej samorządu dokonało się istotne naruszenie równowagi władz samorządowych. Stopniowo ograniczana była rola organów przedstawicielskich � rad, a ich kosztem zwiększane były uprawnienia władz wykonawczych: zarządów, prezydentów, burmistrzów. Argumentem był bożek �skuteczności, sprawności, fachowości�. W rezultacie, podczas gdy w roku 1990 rady mogły samodzielnie wybierać i odwoływać wiceprezydentów, skarbnika, sekretarza gminy, wprowadzać poprawki do budżetu, a przede wszystkim � skutecznie odwołać nieudolnego, aroganckiego wobec mieszkańców lub skorumpowanego prezydenta, to dziś odwołanie władzy wykonawczej graniczy z cudem, a inicjatywa w sprawach budżetu i jego zmian należy wyłącznie do władzy wykonawczej. Rada nie może odwołać członka zarządu, sekretarza lub skarbnika z własnej inicjatywy. Ograniczona została funkcja kontrolna komisji rewizyjnych. Symboliczna jest już dziś stała nieobecność prezydenta Krakowa podczas sesji tutejszej Rady.

Władza wykonawcza boi się już tylko prokuratora i aresztowania. Wybrani w wyborach przedstawiciele mieszkańców nie stanowią instancji, wobec której prezydenci, burmistrzowie, czują się w jakikolwiek sposób odpowiedzialni.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Można do nich zaliczyć fakt, że zarządy miast prowadziły przez wiele lat skuteczny lobbying w sejmie na rzecz ograniczenia funkcji kontrolnych rad. Miały na to środki � delegacje, podróże służbowe, łączenie mandatów posła i senatora z funkcjami we władzach wykonawczych samorządu. Ale to nie jedyna przyczyna. Systematycznie kształtowana była opinia publiczna, w której dezawuowane są �niepotrzebne kłótnie� władz przedstawicielskich. To przejaw szerszej tendencji we współczesnej demokracji, w której obywatelska dociekliwość, sumienność i służba ustępują spektaklowi wyborczemu w telewizyjnym stylu. Oczywiście, nie należy zapominać o licznych grzechach radnych, którzy dopomogli w obniżaniu prestiżu swej funkcji. Warto jednak zastanowić się, czy przypadkiem nie jest tak, że największymi beneficjentami opisanego ograniczenia roli rad nie są skorumpowani lokalni kacykowie oraz korzystające z łapówek wielkie koncerny. Łatwiej wręczyć łapówkę jednemu urzędnikowi niż przekupić większość radnych. W tym drugim przypadku prawdopodobieństwo natrafienia na kogoś nieprzekupnego, kto w dodatku narobi rabanu, wzrasta.

Niestety, okazuje się, że w całym tym procesie negatywną rolę odegrały partie polityczne, dla których ograniczanie niezależności samorządu i podporządkowanie doraźnym planom personalnym i finansowym korzyściom stało się celem samym w sobie. A że przy tym było korzystne dla możnych sponsorów... Ci wolą umawiać się z kimś w centrali partyjnej, kto zapewni odpowiednie pozytywne dla firmy nastawienie w kilkunastu miastach naraz, niż osobno z każdą władzą lokalną, a co dopiero z każdym radnym. Taki bałagan. A ile kosztów... I stało się. Samorząd w miastach powyżej 20 tysięcy mieszkańców to obszar podporządkowany partiom politycznym.

Budowanie partii

Wybory sejmowe pokazały, że największym skarbem dla każdego ugrupowania jest posiadanie struktur terenowych właściwie w każdym powiecie. Struktury te muszą być obecne w życiu samorządu. Nie mogą nie startować w upartyjnionych do granic możliwości wyborach lokalnych.

Spośród 6 ugrupowań sejmowych tylko SLD i PSL to �stare partie�. Pozostałe, czyli PiS, PO, LPR i Samoobrona są dopiero w trakcie tworzenia struktur terenowych. Z kolei wydaje się, że zarówno UW, jak i resztki AWS nie planują złożyć broni i szykują się do zdobycia pewnych przyczółków w wyborach samorządowych. Tutaj szczególną aktywność, co zrozumiałe, wykazują byli posłowie, obecnie politycznie bezrobotni.

Wybory samorządowe, wymagające wystawienia przez każde ugrupowanie po ok. 50 tys. kandydatów, będą stanowiły prawdziwy chrzest bojowy dla wszystkich ugrupowań politycznych. Można przewidzieć, że pojawi się pokusa sięgania po stare sprawdzone koła partyjne. Na to liczą działacze AWS i UW, usiłujący znaleźć się na �biorących� listach PiS, PO i LPR. Nowe ugrupowania, nie mając silnie rozbudowanych struktur, już w wyborach sejmowych, często ku niezadowoleniu wyborców spragnionych odnowy i wymiany elit, wykorzystywały zgrane karty personalne. Ta tendencja może się wzmocnić wobec, ogólnie rzecz biorąc, krótkich ławek rezerwowych w drużynach działaczy politycznych.

Należy się więc liczyć z tym, że będziemy mieć w wielu wypadkach to samo w nowym opakowaniu. Będzie to miało wpływ na samorządowe programy wyborcze, które prawdopodobnie nie zmienią wiele w stosunku do obecnie prowadzonej polityki. Ale warunki zewnętrzne funkcjonowania samorządu ulegną istotnej zmianie. A to za sprawą kilku ważnych kwestii przed jakimi stanie większość rad przyszłej kadencji.

Program

Problemy finansów publicznych w najbliższych latach będą miały istotny wpływ na budżety samorządowe. Już wiemy, że obecny, prowizoryczny system finansowania samorządów zostanie przedłużony co najmniej o 12 miesięcy � do końca roku 2002. Oznacza to bardzo duże możliwości ingerowania przez rząd w przepływ środków dla jednostek samorządowych i kontynuowanie praktyki ręcznego sterowania z Warszawy. W roku wyborczym ma to ogromne znaczenie.

Cięcia w wydatkach budżetowych państwa, jakie mogą dotknąć samorządy oznaczają uszczuplenie ich dochodów nawet o ok.10%. Stanowi to swoistą nowość w praktyce, do której przyzwyczajono już samorządy w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Praktyka ta polegała na przekazywaniu nowych zadań, zwłaszcza oświatowych, zdrowotnych i z zakresu pomocy społecznej, przy zbyt małych środkach finansowych. Miało to jednak charakter, powiedzmy, pełzającego niedoboru, stopniowego ograniczania, które zmuszało rady gmin i powiatów do sięgania po rezerwy z dochodów własnych i sukcesywnej sprzedaży majątku. Teraz ma nastąpić drastyczne cięcie, które zbiegnie się z wyczerpaniem rezerw w budżetach i majątku.

W najgorszej sytuacji znajdą się te miasta, które w ostatnich latach zaciągnęły największy dług publiczny i rozpoczęły realizację kosztownych inwestycji. Zadłużenie wielu miast sięga już kwot setek milionów złotych i stanowi połowę dochodów. Ustawa o finansach publicznych zabrania, by poziom skumulowanego długu publicznego przekroczył 60% dochodów. Żeby uniknąć tej sytuacji, planuje się sprzedaż spółek komunalnych � naturalnych monopolistów. Wodociągi i kanalizacja, ciepłociągi, miejskie autobusy i tramwaje, wysypiska śmieci � to atrakcyjne kąski dla prywatnych, na ogół zagranicznych inwestorów. A cena za akcje tych firm uzyskana pod presją spłaty długu publicznego nie będzie wysoka. Wiele rad miejskich stanęło już w ostatnich latach przed pytaniem o to, czy sprzedawać komunalne firmy. Nadchodząca kadencja zmusi do odpowiedzi na to pytanie prawie wszystkich samorządowców. Miasta zostają obecnie zmuszane ekonomicznie do gwałtownej wyprzedaży nieruchomości. Po cenach o prawie połowę niższych niż jeszcze dwa-trzy lata temu, wobec dekoniunktury na rynku. Dochodzi do znacznego, bezpowrotnego uszczuplenia komunalnego zasobu gruntów i budynków.

Kłopoty budżetowe i utrata majątku z jednej strony, a z drugiej � narastające problemy społeczne: bezrobocie, brak mieszkań i środków do życia znacznych grup mieszkańców. Nadeszły chude lata także dla drobnej przedsiębiorczości. Demonstracja kupców krakowskich przed magistratem przeciwko hipermarketom zgromadziła 21 listopada ub.r. półtora tysiąca zdesperowanych ludzi. Rady miast stają już dziś przed trudnym problemem, jak pogodzić konieczność uzyskania środków z podatków i opłat lokalnych z koniecznością obniżenia kosztów życia w mieście dla ubożejących mieszkańców. Ceny biletów, wody, czynsze w mieszkaniach i lokalach użytkowych, wysokość dotacji do komunikacji zbiorowej to przedmiot gorących polemik w czasie debat nad budżetem 2002.

Do tego dochodzi prawdziwy galimatias z planowaniem przestrzennym, jednym z najważniejszych uprawnień samorządu. Obowiązująca ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym unieważniała na koniec 2001 r. wszystkie działające plany (obecnie znów o rok przedłużono ten termin). Co potem, jeśli nowymi planami zostało pokryte zaledwie kilka procent powierzchni gmin? Konia z rzędem temu, kto dziś potrafi ustalić, czy będzie możliwe po 1 stycznia 2003 r. wydanie pozwolenia na budowę, a jeśli tak, w jakim stopniu będzie to zależne od widzimisię urzędnika. Ale o wiele ważniejsze jest niezrozumiałe zapomnienie o historycznej roli rad miejskich w kształtowaniu przestrzeni miast jako całości. Większość wielkich aglomeracji nie uchwaliła jeszcze podstawowego dokumentu rozstrzygającego o kierunkach rozwoju, zabudowy i sieci drogowej � studium zagospodarowania przestrzennego. Szkody z tego zaniedbania będą nie do odrobienia przez kilkadziesiąt lat!

Tak więc problemów programowych o charakterze zasadniczym nie brakuje. Ile z nich stanie się przedmiotem publicznej debaty w związku z wyborami samorządowymi? Obawiam się, że niewiele. Głosowanie znów odbędzie się na etykietki. I nikt nie przypomni programów sprzed czterech lat, żeby zapytać, co z nich zostało wykonane. Kto by to pamiętał.

Jaki samorząd? Jakie państwo?

W ostatnich dziesięciu latach nastąpiło ważne dla życia społecznego rozstrzygnięcie dotyczące charakteru polskiego samorządu terytorialnego. Wskutek decyzji Sejmu, zwłaszcza w sprawach ordynacji, samorząd w miejscowościach większych niż 20-tysięczne stał się przedmiotem rozgrywek partyjnych. Zamknięta została droga do władzy lokalnym obywatelskim wspólnotom. Stopniowo eliminowano z polskiego systemu wyborczego ordynację większościową w jednomandatowych okręgach wyborczych, która dawała szansę wejścia do rad lokalnym liderom społecznym, zastępując ją ordynacją proporcjonalną, premiującą listy partyjne. Wybory lokalne stały się partyjnym plebiscytem, kosztownym sondażem opinii publicznej, sprawdzianem wartości etykietek najsilniejszych ugrupowań. Tej sytuacji nie da się łatwo odwrócić. Na przeszkodzie stoją interesy elit partyjnych, traktujących samorząd jako część postawu sukna do podziału. Dlatego rozważania o najbliższej przyszłości władz lokalnych muszą dotyczyć partyjnego układu sił w Polsce. Grupy i osoby chcące odnowy życia wspólnotowego, poszanowania idei samorządności, dobra wspólnego są zmuszone uwzględniać ten niekorzystny układ w swych planach wywierania wpływu na kształt lokalnej społeczności.

Nadchodzące miesiące będą sprawdzianem, jaką rzeczywiście mamy demokrację, jakie społeczeństwo obywatelskie. Czy państwo ma być silne samorządem, czy też samorząd utrwali swą postać sitwiarską i mafijną? Nadchodzące wybory samorządowe przesądzą też tak naprawdę o polskim systemie partyjnym. Kto wie, czy w maju 2002 roku nie rozstrzygnie się, jaki będziemy mieć sejm 2005?

Prawybory prezydenckie

Ostatnio okazało się także, iż niespodziewanym kontekstem wyborów samorządowych stały się swoiste przedbiegi głównych pretendentów w wyborach na prezydenta Rzeczypospolitej, przypadających na 2005 rok. Bezpośrednie wybory prezydentów miast, a zwłaszcza prezydenta Warszawy skusiły kilku z kandydatów na najwyższy urząd w państwie. Mówi się o tym, że o fotel prezydenta stolicy zabiegać będzie zarówno Lech Kaczyński, jak i Andrzej Olechowski czy Jolanta Kwaśniewska. Konsekwencje dotkną także i inne miasta. Już teraz wiadomo, że trwają negocjacje między partiami o udzielaniu wzajemnego poparcia swoim kandydatom w zamian za rezygnację gdzie indziej. Dla nas Warszawa, dla was Gdańsk i Kraków. Dla nas Wrocław i Poznań, dla was Lublin i Szczecin. I tak dalej. I coraz dalej od demokracji lokalnej...

�Donty, Santlagi�, czyli o co tak spierają się w Sejmie

System D�Hondta
Małe okręgi wyborcze
Premia dla dużych ugrupowań

Miasto podzielono na dwa okręgi, w każdym okręgu wybieranych jest 5 radnych sejmiku.

W wyborach w okręgu I partie uzyskały następujące ilości głosów:

PiS 15 000

SLD 40 000

UW 10 000

PSL 11 000

LPR 8 000

Platforma 18 000

Samoobrona 5 000

Następnie poszczególne wyniki dzielimy przez kolejne liczby naturalne, a więc przez 1,2,3,4,5,6 itd.

Uzyskane wyniki szeregujemy od największego. Pierwszych pięć największych liczb (w tabelce zaznaczone szarym kolorem) oznacza przydzielone w tym okręgu mandaty.

Przydział mandatów w systemie D�Hondta

Partia  Przez 1 Przez 2 Przez 3

PiS     15 000  7 500   5 000

SLD     40 000  20 000  13 333

UW      10 000  5 000   3 333

PSL     11 000  5 500   3 667

LPR     8 000   4 000   2 667

Platforma       18 000  9 000   6 000

Samoobrona      5 000   2 500   1 667

 

Przydzielanie mandatów:

PiS � 1 mandat

SLD � 3 mandaty

UW � 0 mandatów

PSL � 0 mandatów

Platforma � 1 mandat

 

W wyborach w okręgu II partie uzyskały (tak się złożyło) � identyczny wynik:

PiS 15 000

SLD 40 000

UW 10 000

PSL 11 000

LPR 8 000

Platforma 18 000

Samoobrona 5 000

 

Dokonujemy podziału jak w okręgu I.

Przydzielanie mandatów:

PiS � 1 mandat

SLD � 3 mandaty

UW � 0 mandatów

PSL � 0 mandatów

Platforma � 1 mandat

LPR � 0 mandatów

Samoobrona � 0 mandatów

 

W sumie, w naszym hipotetycznym wyborczym �mieście� w tym systemie SLD uzyskała aż 6 mandatów, PiS i Platforma po 2. Reszta partii nie uzyskała żadnego mandatu.

System Saint Lague�a
Duże okręgi wyborcze
Premia dla �średniaków�

W mieście utworzono jeden okręg wyborczy z 10 mandatami.

Poszczególne partie uzyskały taki sam wynik jak suma głosów w poprzednim systemie:

PiS 30 000

SLD 80 000

UW 20 000

PSL 22 000

LPR 16 000

Platforma 36 000

Samoobrona 10 000

 

Podział mandatów w systemie Saint Lague’a

Partia  Przez 1,4       Przez 3 Przez 5 Przez 7 Przez 9 Przez 11

PiS     21 429  10 000  6 000   4 286   3 333   2 727

SLD     57 143  26 667  16 000  11 429  8 889   7 273

UW      14 286  6 667   4 000   2 857   2 222   1 818

PSL     15 714  7 333   4 400   3 143   2 444   2 000

LPR     11 429  5 333   3 200   2 286   1 778   1 455

Platforma       25 714  12 000  7 200   5 143   4 000   3 273

Samoobrona      7 143   3 333   2 000   1 429   1 111   909

 

Przydzielanie mandatów:

Uzyskane wyniki dzieli się przez kolejne liczby: 1,4 (jeden i cztery dziesiąte), 3, 5, 7, 9.

Następnie zaznacza się po kolei 10 najwyższych wyników tego dzielenia (bo jest 10 mandatów). Zaznaczone pola oznaczają przydzielone mandaty.

Mandaty uzyskały następujące partie:

PiS � 1

SLD � 4

UW � 1

PSL � 1

LPR � 1

Platforma � 2

Samoobrona � 0

Wnioski z przytoczonych przykładów są oczywiste: W systemie d`Hondta największa partia z 37% poparcia uzyskała ponad połowę mandatów. Dwie kolejne z kilkunastoprocentowym poparciem każda � uzyskały po 1/5 mandatów, pozostałe, choć miały ok. 10% � nic. Inaczej w systemie Saint Lague`a. Tutaj największa partia uzyskała tylko 4 z 10 mandatów. Pozostałymi sześcioma podzieliło się 5 partii. Wystarczyło 7% żeby zdobyć mandat. A przecież dokładnie tak samo w obu wypadkach głosowali wyborcy!

Barbara Bubula

Barbara Bubula (PIS), Posanka na Sejm RP, z okrgu 13, Wybory 2005, Prawo i Sprawiedliwo

    BARBARA BUBULA
    www.bubula.pl
    Administrator strony - tel. 510 985 549