|
Barbara
Bubula
Teraz
samorząd
Nie
przebrzmiały jeszcze echa wyborów parlamentarnych,
a już pora nam się szykować do wyborów samorządowych.
Po kilkumiesięcznych targach w Sejmie ustalono wreszcie,
że wybory te odbędą się jesienią. W ten sposób
nie dojdzie do planowanego przez SLD skrócenia
kadencji obecnych rad gminnych, miejskich i powiatowych
oraz sejmików wojewódzkich.
System
wyborczy
Niestety,
jak już nas w III Rzeczypospolitej przyzwyczajono, znowu
wprowadzone zostały zmiany w ordynacji wyborczej. Składy
rad obniżą się o blisko połowę w stosunku do obecnych
ciał przedstawicielskich. Kolejny, czwarty raz w ciągu
12 lat, zmieniony został system przeliczania głosów
na mandaty. Tym razem górę wziął tajemniczy dla
większości Polaków d`Hondt.
Historia
zmian w ordynacji samorządowej
1990
- ordynacja większościowa w jednomandatowych okręgach
wyborczych w wyborach do rad gmin do 40 tys. mieszkańców,
ordynacja proporcjonalna w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców,
system przeliczania głosów: Saint Lague, premiujący
średnie ugrupowania.
1998
- ordynacja większościowa w wielomandatowych okręgach
wyborczych w wyborach do rad gmin do 20 tys. mieszkańców,
ordynacja proporcjonalna w wyborach do rad gmin powyżej
20 tys. mieszkańców, rad powiatów i sejmików
wojewódzkich; wprowadzenie progu 5% oraz ułatwień
dla partii politycznych. System przeliczania głosów:
d`Hondta premiujący duże ugrupowania.
2001
(kwiecień) - zmniejszenie liczby radnych o ok. 20%,
zmiana systemu przeliczania głosów w gminach
pow. 20 tys. mieszkańców, powiatach i sejmikach
wojewódzkich z powrotem na Saint Lague, premiującego
średnie ugrupowania. Pozostawienie progów i ułatwień
dla partii politycznych.
2002
(luty) - kolejne zmniejszenie liczby radnych o 20-25%,
kolejna zmiana systemu przeliczania głosów z
Saint Lague na d`Hondta, pozostawienie progów
i ułatwień dla partii politycznych.
Zgodnie
z obowiązującym prawem wyborczym, w gminach do 20 tys.
mieszkańców radnych wybiera się według ordynacji
większościowej z wielomandatowymi okręgami wyborczymi.
W gminach powyżej 20 tys., radach powiatów i
sejmikach wojewódzkich obowiązuje ordynacja proporcjonalna
z progiem 5% i przelicznikiem d`Hondta korzystnym dla
największych ugrupowań (poprzednio był Saint Lague`a
premiujący średnie ugrupowania). Władze wykonawcze w
gminach, powiatach i sejmikach, czyli zarządy z wójtem,
burmistrzem, prezydentem, starostą lub marszałkiem na
czele, są wybierane przez radnych, czyli w wyborach
pośrednich. I tutaj szykowana jest zmiana, do dziś nie
przesądzona (piszę to 2 marca). Jak zapowiedział premier
Miller, w gminach do 20 tys. mieszkańców wójtów
i burmistrzów wybierać będą mieszkańcy w wyborach
bezpośrednich. Mówi się jednak, że system ten
może być rozciągnięty i na większe miasta. Sojusznika
dla tej zmiany SLD znalazł w Platformie, która
z kwestii bezpośrednich wyborów prezydentów
miast uczyniła sztandarowe hasło swojej kampanii wyborczej.
Kością niezgody jest jednak jeszcze to, czy bezpośrednie,
powszechne wybory prezydentów będą się odbywać
w jednej turze (wtedy w większości dużych miast największe
szanse mieliby kandydaci SLD), czy w dwóch turach
(wtedy wzrastają szanse kandydatów Platformy
lub innych ugrupowań prawicowych, którzy w pierwszej
turze byliby drudzy).
System
wyborczy ma istotny wpływ na wyniki wyborów.
I to nie tylko w związku ze stosowaniem ordynacji większościowej
lub proporcjonalnej, z progami lub bez, z d`Hondtem
czy Saint Lague. Wiadomo, jak ważna jest wielkość okręgów
wyborczych oraz ich granice. Małe okręgi, małe liczebnie
rady, próg wyborczy i system d`Hondta wprowadzają
barierę nie do pokonania dla ugrupowań, które
nie dysponują co najmniej dwudziestoprocentowym poparciem
w danym mieście. Można to sprawdzić na przykładzie Krakowa.
Załóżmy,
że Rada Miasta liczyć będzie 45 radnych. Załóżmy,
że poparcie dla partii w granicach miasta jest takie,
jak w wyborach sejmowych:
SLD
32% � 18-27 mandatów (w zależności od wielkości
okręgów wyborczych)
PO
20% � 8-11 mandatów
PiS
20% � 8-11 mandatów
LPR
10% � 0-4 mandaty
UW
7% � 0-4 mandaty
AWSP
4% � 0 mandatów
Samoobrona
4% � 0 mandatów
PSL
2% � 0 mandatów
Tak
jest w przeliczniku d`Hondta.
Poprzedni
przelicznik Saint Lague sprawiał, że poszczególne
ugrupowania mogły zdobyć:
SLD
� 18 mandatów (bez względu na wielkość okręgu)
PO
� 8-11
PiS
� 8-11
LPR
� 8 (bez względu na wielkość okręgu)
UW
� 0-6
AWSP
� 0
Samoobrona
� 0
PSL
� 0
Widać
wyraźnie, że dopiero dwudziestoprocentowe poparcie daje
możliwość wprowadzenia swoich przedstawicieli do Rady.
A w systemie d`Hondta przyrost głosów pochodzący
z wielkości okręgu może wynosić nawet 30%. Należy się
więc liczyć z prawdziwymi manewrami w sprawie wielkości
okręgów, praktycznie w całej Polsce.
A
dalsze zmniejszenie liczebności rad? Oczywiście zmniejszy
jeszcze bardziej ucho igielne, przez które lokalni
działacze partii, zwłaszcza poza-eseldowskich, będą
się mogli przedostać do władz samorządowych. Mandat
radnego, w wielu ugrupowaniach dość słabo poważany,
stanie się niezwykle cenną zdobyczą.
Przepisy
antykorupcyjne
Ustawa
o partiach politycznych, a zwłaszcza przepis o finansowaniu
partii z budżetu państwa, prawdopodobnie w istotny sposób
wpłynie na przebieg kampanii wyborczej do samorządu.
Zwiększą się, i tak już duże, preferencje dla list partyjnych,
kosztem lokalnych ugrupowań. Trzeba jednak pamiętać,
że przy okazji zmian w przepisach wyborczych do sejmu
i senatu, kiedy wprowadzono istotne ograniczenia w finansowaniu
kampanii wyborczej do parlamentu, nie zmieniono w podobny
sposób finansowania kampanii do samorządu. To
istotna luka.
A
przecież to w samorządzie dochodzi do rozporządzania
finansami i mieniem o wartości setek milionów
złotych, zawiera się kontrakty na sumy o podobnej wielkości,
podejmuje decyzje o przeznaczeniu terenów pod
inwestycje komercyjne. To w samorządzie może dochodzić
do umożliwienia prania brudnych pieniędzy w obrocie
nieruchomościami oraz łamania przepisów prawa
budowlanego.
Należy
zwrócić uwagę zwłaszcza na lansowane ostatnio
z braku środków budżetowych tzw. inwestycje publiczno-prywatne.
Polega to na tym, że jakiś inwestor komercyjny zawiera
z miastem umowę na wspólne sfinansowanie przedsięwzięcia.
Na przykład � budowany jest hipermarket, a miasto częściowo
finansuje dojazdy do niego, uzyskując w zamian wyłożenie
przez inwestora pewnej sumy na założenie świateł na
skrzyżowaniu. Powstaje centrum kongresowe z częścią
komercyjną. Miasto daje działkę w centrum � firma buduje
i zarabia. Ktoś buduje tunel dla miasta i uzyskuje prawo
do opłat za przejazd. Przykłady można mnożyć. Pokusa
zdobycia łatwych pieniędzy za protekcję dla określonego
inwestora może być bardzo silna.
Posiadanie
�swojego� radnego lub grupy radnych dla wielu firm i
osób to nie lada gratka. Dostęp do informacji
o planowanych inwestycjach lub wpływ na przekwalifikowanie
terenów z nieużytecznej �przemysłówki�
na tereny handlowo-usługowe stał się w ostatnim dziesięcioleciu
źródłem prawdziwych fortun.
Trzeba
nie tylko pamiętać o szkodliwości nowych �sponsorów�
i o tym, by władze miast nie podporządkowały swoich
decyzji �projektom� obiecanym w zamian za pieniądze
na kampanię. Nie zapominajmy także o tak istotnym zjawisku,
jak wchodzenie do rad dla ochrony i zacieranie śladów
po przestępczych działaniach w poprzednich kadencjach.
Spektakularne
aresztowania prezydentów, wiceprezydentów
i radnych oraz urzędników kilku dużych miast,
jakie miały miejsce w ciągu ostatniego roku, miesięcy
i dni (Łódź, Kraków) to zaledwie wierzchołek
góry lodowej.
Zaprogramowana
bezradność rad
Uważny
obserwator działań wobec władz lokalnych dostrzeże,
iż w ciągu dwunastoletniej historii najnowszej samorządu
dokonało się istotne naruszenie równowagi władz
samorządowych. Stopniowo ograniczana była rola organów
przedstawicielskich � rad, a ich kosztem zwiększane
były uprawnienia władz wykonawczych: zarządów,
prezydentów, burmistrzów. Argumentem był
bożek �skuteczności, sprawności, fachowości�. W rezultacie,
podczas gdy w roku 1990 rady mogły samodzielnie wybierać
i odwoływać wiceprezydentów, skarbnika, sekretarza
gminy, wprowadzać poprawki do budżetu, a przede wszystkim
� skutecznie odwołać nieudolnego, aroganckiego wobec
mieszkańców lub skorumpowanego prezydenta, to
dziś odwołanie władzy wykonawczej graniczy z cudem,
a inicjatywa w sprawach budżetu i jego zmian należy
wyłącznie do władzy wykonawczej. Rada nie może odwołać
członka zarządu, sekretarza lub skarbnika z własnej
inicjatywy. Ograniczona została funkcja kontrolna komisji
rewizyjnych. Symboliczna jest już dziś stała nieobecność
prezydenta Krakowa podczas sesji tutejszej Rady.
Władza
wykonawcza boi się już tylko prokuratora i aresztowania.
Wybrani w wyborach przedstawiciele mieszkańców
nie stanowią instancji, wobec której prezydenci,
burmistrzowie, czują się w jakikolwiek sposób
odpowiedzialni.
Przyczyn
tego stanu rzeczy jest kilka. Można do nich zaliczyć
fakt, że zarządy miast prowadziły przez wiele lat skuteczny
lobbying w sejmie na rzecz ograniczenia funkcji kontrolnych
rad. Miały na to środki � delegacje, podróże
służbowe, łączenie mandatów posła i senatora
z funkcjami we władzach wykonawczych samorządu. Ale
to nie jedyna przyczyna. Systematycznie kształtowana
była opinia publiczna, w której dezawuowane są
�niepotrzebne kłótnie� władz przedstawicielskich.
To przejaw szerszej tendencji we współczesnej
demokracji, w której obywatelska dociekliwość,
sumienność i służba ustępują spektaklowi wyborczemu
w telewizyjnym stylu. Oczywiście, nie należy zapominać
o licznych grzechach radnych, którzy dopomogli
w obniżaniu prestiżu swej funkcji. Warto jednak zastanowić
się, czy przypadkiem nie jest tak, że największymi beneficjentami
opisanego ograniczenia roli rad nie są skorumpowani
lokalni kacykowie oraz korzystające z łapówek
wielkie koncerny. Łatwiej wręczyć łapówkę jednemu
urzędnikowi niż przekupić większość radnych. W tym drugim
przypadku prawdopodobieństwo natrafienia na kogoś nieprzekupnego,
kto w dodatku narobi rabanu, wzrasta.
Niestety,
okazuje się, że w całym tym procesie negatywną rolę
odegrały partie polityczne, dla których ograniczanie
niezależności samorządu i podporządkowanie doraźnym
planom personalnym i finansowym korzyściom stało się
celem samym w sobie. A że przy tym było korzystne dla
możnych sponsorów... Ci wolą umawiać się z kimś
w centrali partyjnej, kto zapewni odpowiednie pozytywne
dla firmy nastawienie w kilkunastu miastach naraz, niż
osobno z każdą władzą lokalną, a co dopiero z każdym
radnym. Taki bałagan. A ile kosztów... I stało
się. Samorząd w miastach powyżej 20 tysięcy mieszkańców
to obszar podporządkowany partiom politycznym.
Budowanie
partii
Wybory
sejmowe pokazały, że największym skarbem dla każdego
ugrupowania jest posiadanie struktur terenowych właściwie
w każdym powiecie. Struktury te muszą być obecne w życiu
samorządu. Nie mogą nie startować w upartyjnionych do
granic możliwości wyborach lokalnych.
Spośród
6 ugrupowań sejmowych tylko SLD i PSL to �stare partie�.
Pozostałe, czyli PiS, PO, LPR i Samoobrona są dopiero
w trakcie tworzenia struktur terenowych. Z kolei wydaje
się, że zarówno UW, jak i resztki AWS nie planują
złożyć broni i szykują się do zdobycia pewnych przyczółków
w wyborach samorządowych. Tutaj szczególną aktywność,
co zrozumiałe, wykazują byli posłowie, obecnie politycznie
bezrobotni.
Wybory
samorządowe, wymagające wystawienia przez każde ugrupowanie
po ok. 50 tys. kandydatów, będą stanowiły prawdziwy
chrzest bojowy dla wszystkich ugrupowań politycznych.
Można przewidzieć, że pojawi się pokusa sięgania po
stare sprawdzone koła partyjne. Na to liczą działacze
AWS i UW, usiłujący znaleźć się na �biorących� listach
PiS, PO i LPR. Nowe ugrupowania, nie mając silnie rozbudowanych
struktur, już w wyborach sejmowych, często ku niezadowoleniu
wyborców spragnionych odnowy i wymiany elit,
wykorzystywały zgrane karty personalne. Ta tendencja
może się wzmocnić wobec, ogólnie rzecz biorąc,
krótkich ławek rezerwowych w drużynach działaczy
politycznych.
Należy
się więc liczyć z tym, że będziemy mieć w wielu wypadkach
to samo w nowym opakowaniu. Będzie to miało wpływ na
samorządowe programy wyborcze, które prawdopodobnie
nie zmienią wiele w stosunku do obecnie prowadzonej
polityki. Ale warunki zewnętrzne funkcjonowania samorządu
ulegną istotnej zmianie. A to za sprawą kilku ważnych
kwestii przed jakimi stanie większość rad przyszłej
kadencji.
Program
Problemy
finansów publicznych w najbliższych latach będą
miały istotny wpływ na budżety samorządowe. Już wiemy,
że obecny, prowizoryczny system finansowania samorządów
zostanie przedłużony co najmniej o 12 miesięcy � do
końca roku 2002. Oznacza to bardzo duże możliwości ingerowania
przez rząd w przepływ środków dla jednostek samorządowych
i kontynuowanie praktyki ręcznego sterowania z Warszawy.
W roku wyborczym ma to ogromne znaczenie.
Cięcia
w wydatkach budżetowych państwa, jakie mogą dotknąć
samorządy oznaczają uszczuplenie ich dochodów
nawet o ok.10%. Stanowi to swoistą nowość w praktyce,
do której przyzwyczajono już samorządy w ciągu
ostatniego dziesięciolecia. Praktyka ta polegała na
przekazywaniu nowych zadań, zwłaszcza oświatowych, zdrowotnych
i z zakresu pomocy społecznej, przy zbyt małych środkach
finansowych. Miało to jednak charakter, powiedzmy, pełzającego
niedoboru, stopniowego ograniczania, które zmuszało
rady gmin i powiatów do sięgania po rezerwy z
dochodów własnych i sukcesywnej sprzedaży majątku.
Teraz ma nastąpić drastyczne cięcie, które zbiegnie
się z wyczerpaniem rezerw w budżetach i majątku.
W
najgorszej sytuacji znajdą się te miasta, które
w ostatnich latach zaciągnęły największy dług publiczny
i rozpoczęły realizację kosztownych inwestycji. Zadłużenie
wielu miast sięga już kwot setek milionów złotych
i stanowi połowę dochodów. Ustawa o finansach
publicznych zabrania, by poziom skumulowanego długu
publicznego przekroczył 60% dochodów. Żeby uniknąć
tej sytuacji, planuje się sprzedaż spółek komunalnych
� naturalnych monopolistów. Wodociągi i kanalizacja,
ciepłociągi, miejskie autobusy i tramwaje, wysypiska
śmieci � to atrakcyjne kąski dla prywatnych, na ogół
zagranicznych inwestorów. A cena za akcje tych
firm uzyskana pod presją spłaty długu publicznego nie
będzie wysoka. Wiele rad miejskich stanęło już w ostatnich
latach przed pytaniem o to, czy sprzedawać komunalne
firmy. Nadchodząca kadencja zmusi do odpowiedzi na to
pytanie prawie wszystkich samorządowców. Miasta
zostają obecnie zmuszane ekonomicznie do gwałtownej
wyprzedaży nieruchomości. Po cenach o prawie połowę
niższych niż jeszcze dwa-trzy lata temu, wobec dekoniunktury
na rynku. Dochodzi do znacznego, bezpowrotnego uszczuplenia
komunalnego zasobu gruntów i budynków.
Kłopoty
budżetowe i utrata majątku z jednej strony, a z drugiej
� narastające problemy społeczne: bezrobocie, brak mieszkań
i środków do życia znacznych grup mieszkańców.
Nadeszły chude lata także dla drobnej przedsiębiorczości.
Demonstracja kupców krakowskich przed magistratem
przeciwko hipermarketom zgromadziła 21 listopada ub.r.
półtora tysiąca zdesperowanych ludzi. Rady miast
stają już dziś przed trudnym problemem, jak pogodzić
konieczność uzyskania środków z podatków
i opłat lokalnych z koniecznością obniżenia kosztów
życia w mieście dla ubożejących mieszkańców.
Ceny biletów, wody, czynsze w mieszkaniach i
lokalach użytkowych, wysokość dotacji do komunikacji
zbiorowej to przedmiot gorących polemik w czasie debat
nad budżetem 2002.
Do
tego dochodzi prawdziwy galimatias z planowaniem przestrzennym,
jednym z najważniejszych uprawnień samorządu. Obowiązująca
ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym unieważniała
na koniec 2001 r. wszystkie działające plany (obecnie
znów o rok przedłużono ten termin). Co potem,
jeśli nowymi planami zostało pokryte zaledwie kilka
procent powierzchni gmin? Konia z rzędem temu, kto dziś
potrafi ustalić, czy będzie możliwe po 1 stycznia 2003
r. wydanie pozwolenia na budowę, a jeśli tak, w jakim
stopniu będzie to zależne od widzimisię urzędnika. Ale
o wiele ważniejsze jest niezrozumiałe zapomnienie o
historycznej roli rad miejskich w kształtowaniu przestrzeni
miast jako całości. Większość wielkich aglomeracji nie
uchwaliła jeszcze podstawowego dokumentu rozstrzygającego
o kierunkach rozwoju, zabudowy i sieci drogowej � studium
zagospodarowania przestrzennego. Szkody z tego zaniedbania
będą nie do odrobienia przez kilkadziesiąt lat!
Tak
więc problemów programowych o charakterze zasadniczym
nie brakuje. Ile z nich stanie się przedmiotem publicznej
debaty w związku z wyborami samorządowymi? Obawiam się,
że niewiele. Głosowanie znów odbędzie się na
etykietki. I nikt nie przypomni programów sprzed
czterech lat, żeby zapytać, co z nich zostało wykonane.
Kto by to pamiętał.
Jaki
samorząd? Jakie państwo?
W
ostatnich dziesięciu latach nastąpiło ważne dla życia
społecznego rozstrzygnięcie dotyczące charakteru polskiego
samorządu terytorialnego. Wskutek decyzji Sejmu, zwłaszcza
w sprawach ordynacji, samorząd w miejscowościach większych
niż 20-tysięczne stał się przedmiotem rozgrywek partyjnych.
Zamknięta została droga do władzy lokalnym obywatelskim
wspólnotom. Stopniowo eliminowano z polskiego
systemu wyborczego ordynację większościową w jednomandatowych
okręgach wyborczych, która dawała szansę wejścia
do rad lokalnym liderom społecznym, zastępując ją ordynacją
proporcjonalną, premiującą listy partyjne. Wybory lokalne
stały się partyjnym plebiscytem, kosztownym sondażem
opinii publicznej, sprawdzianem wartości etykietek najsilniejszych
ugrupowań. Tej sytuacji nie da się łatwo odwrócić.
Na przeszkodzie stoją interesy elit partyjnych, traktujących
samorząd jako część postawu sukna do podziału. Dlatego
rozważania o najbliższej przyszłości władz lokalnych
muszą dotyczyć partyjnego układu sił w Polsce. Grupy
i osoby chcące odnowy życia wspólnotowego, poszanowania
idei samorządności, dobra wspólnego są zmuszone
uwzględniać ten niekorzystny układ w swych planach wywierania
wpływu na kształt lokalnej społeczności.
Nadchodzące
miesiące będą sprawdzianem, jaką rzeczywiście mamy demokrację,
jakie społeczeństwo obywatelskie. Czy państwo ma być
silne samorządem, czy też samorząd utrwali swą postać
sitwiarską i mafijną? Nadchodzące wybory samorządowe
przesądzą też tak naprawdę o polskim systemie partyjnym.
Kto wie, czy w maju 2002 roku nie rozstrzygnie się,
jaki będziemy mieć sejm 2005?
Prawybory
prezydenckie
Ostatnio
okazało się także, iż niespodziewanym kontekstem wyborów
samorządowych stały się swoiste przedbiegi głównych
pretendentów w wyborach na prezydenta Rzeczypospolitej,
przypadających na 2005 rok. Bezpośrednie wybory prezydentów
miast, a zwłaszcza prezydenta Warszawy skusiły kilku
z kandydatów na najwyższy urząd w państwie. Mówi
się o tym, że o fotel prezydenta stolicy zabiegać będzie
zarówno Lech Kaczyński, jak i Andrzej Olechowski
czy Jolanta Kwaśniewska. Konsekwencje dotkną także i
inne miasta. Już teraz wiadomo, że trwają negocjacje
między partiami o udzielaniu wzajemnego poparcia swoim
kandydatom w zamian za rezygnację gdzie indziej. Dla
nas Warszawa, dla was Gdańsk i Kraków. Dla nas
Wrocław i Poznań, dla was Lublin i Szczecin. I tak dalej.
I coraz dalej od demokracji lokalnej...
�Donty,
Santlagi�, czyli o co tak spierają się w Sejmie
- System
D�Hondta
- Małe
okręgi wyborcze
- Premia
dla dużych ugrupowań
Miasto
podzielono na dwa okręgi, w każdym okręgu wybieranych
jest 5 radnych sejmiku.
W
wyborach w okręgu I partie uzyskały następujące ilości
głosów:
PiS
15 000
SLD
40 000
UW
10 000
PSL
11 000
LPR
8 000
Platforma
18 000
Samoobrona
5 000
Następnie
poszczególne wyniki dzielimy przez kolejne liczby
naturalne, a więc przez 1,2,3,4,5,6 itd.
Uzyskane
wyniki szeregujemy od największego. Pierwszych pięć
największych liczb (w tabelce zaznaczone szarym kolorem)
oznacza przydzielone w tym okręgu mandaty.
Przydział
mandatów w systemie D�Hondta
Partia Przez
1 Przez 2 Przez 3
PiS 15
000 7 500 5 000
SLD 40
000 20 000 13 333
UW 10
000 5 000 3 333
PSL 11
000 5 500 3 667
LPR 8
000 4 000 2 667
Platforma 18
000 9 000 6 000
Samoobrona 5
000 2 500 1 667
Przydzielanie
mandatów:
PiS
� 1 mandat
SLD
� 3 mandaty
UW
� 0 mandatów
PSL
� 0 mandatów
Platforma
� 1 mandat
W
wyborach w okręgu II partie uzyskały (tak się złożyło)
� identyczny wynik:
PiS
15 000
SLD
40 000
UW
10 000
PSL
11 000
LPR
8 000
Platforma
18 000
Samoobrona
5 000
Dokonujemy
podziału jak w okręgu I.
Przydzielanie
mandatów:
PiS
� 1 mandat
SLD
� 3 mandaty
UW
� 0 mandatów
PSL
� 0 mandatów
Platforma
� 1 mandat
LPR
� 0 mandatów
Samoobrona
� 0 mandatów
W
sumie, w naszym hipotetycznym wyborczym �mieście� w
tym systemie SLD uzyskała aż 6 mandatów, PiS
i Platforma po 2. Reszta partii nie uzyskała żadnego
mandatu.
- System
Saint Lague�a
- Duże
okręgi wyborcze
- Premia
dla �średniaków�
W
mieście utworzono jeden okręg wyborczy z 10 mandatami.
Poszczególne
partie uzyskały taki sam wynik jak suma głosów
w poprzednim systemie:
PiS
30 000
SLD
80 000
UW
20 000
PSL
22 000
LPR
16 000
Platforma
36 000
Samoobrona
10 000
Podział
mandatów w systemie Saint Lague’a
Partia Przez
1,4 Przez 3 Przez
5 Przez 7 Przez 9 Przez 11
PiS 21
429 10 000 6 000 4
286 3 333 2 727
SLD 57
143 26 667 16 000 11
429 8 889 7 273
UW 14
286 6 667 4 000 2
857 2 222 1 818
PSL 15
714 7 333 4 400 3
143 2 444 2 000
LPR 11
429 5 333 3 200 2
286 1 778 1 455
Platforma 25
714 12 000 7 200 5
143 4 000 3 273
Samoobrona 7
143 3 333 2 000 1
429 1 111 909
Przydzielanie
mandatów:
Uzyskane
wyniki dzieli się przez kolejne liczby: 1,4 (jeden i
cztery dziesiąte), 3, 5, 7, 9.
Następnie
zaznacza się po kolei 10 najwyższych wyników
tego dzielenia (bo jest 10 mandatów). Zaznaczone
pola oznaczają przydzielone mandaty.
Mandaty
uzyskały następujące partie:
PiS
� 1
SLD
� 4
UW
� 1
PSL
� 1
LPR
� 1
Platforma
� 2
Samoobrona
� 0
Wnioski
z przytoczonych przykładów są oczywiste: W systemie
d`Hondta największa partia z 37% poparcia uzyskała ponad
połowę mandatów. Dwie kolejne z kilkunastoprocentowym
poparciem każda � uzyskały po 1/5 mandatów, pozostałe,
choć miały ok. 10% � nic. Inaczej w systemie Saint Lague`a.
Tutaj największa partia uzyskała tylko 4 z 10 mandatów.
Pozostałymi sześcioma podzieliło się 5 partii. Wystarczyło
7% żeby zdobyć mandat. A przecież dokładnie tak samo
w obu wypadkach głosowali wyborcy! Barbara
Bubula
|